Czy (i kiedy) dziennikarz może prowokować?

Ikona wpisu:: Czy (i kiedy) dziennikarz może prowokować?
3 komentarze

Wybuchł kolejny skandal. Samuel Pereira z „Gazety Polskiej Codziennie” jest odpowiedzialny za ujawnienie efektów prowokacji, która – jego zdaniem – ujawniła mechanizmy wywierania wpływu na władzę sądowniczą przez przedstawicieli rządu. Jestem dość ostrożny w wyciąganiu daleko idących wniosków na temat upadku idei trójpodziału władzy i niezawisłości sądów – raczej widzę dowód na to, że czasem kierownicze stanowiska piastują nieodpowiedni ludzie (żeby nie powiedzieć głupi, którzy dla kariery i dobrych kontaktów są w stanie zrobić o dwa kroki za dużo).

Bardziej interesujący wydaje mi się inny wątek całej sprawy. Gdzieś na marginesie dyskusji na temat wypływających z niej wniosków pojawia się pytanie o dopuszczalność i granice prowokacji dziennikarskiej. Można także zastanowić się nad profesjonalizmem tego konkretnego przypadku – abstrahując od strony etycznej…

Prowokacja dziennikarstwa ma wiele wspólnego z tą dokonywaną przez funkcjonariuszy policji czy innych służb. Różnica sprowadza się do nieco mniejszego – w przypadku prowokacji dokonywanej przez media – nadzoru. Od razu odpowiadam na ewentualne zarzuty – ta różnica jest tym bardziej widoczna, im bardziej idealny jest ustrój, a polskiej demokracji do perfekcji niestety jeszcze bardzo daleko… Pamiętajmy jednak o tym, że media na udanej prowokacji zyskują nie tylko poczucie spełnionej misji, ale i oglądalność/wzrost czytelnictwa.

Gazeta Polska Codziennie - afera taśmowaPodobnie, jak w przypadku prowokacji policyjnej, ta dokonywana przez media powinna być wykonywana w ostateczności, gdy inne, „białe” metody są źródłem poszlak, ale brakuje twardych dowodów. Innymi słowy: musi istnieć realne podejrzenie co do nagannego zachowania osoby, która ma zostać podpuszczona. Podpuszczanie na chybił-trafił jest niedopuszczalne.

Nie bez znaczenia jest także tzw. ważny interes społeczny. Ten, wydawałoby się, pusty slogan nabiera wyjątkowego znaczenia, jeśli dziennikarz posiada silny kręgosłup etyczny. Każdy, kto stoi przed dylematem, czy powinien dokonać prowokacji, powinien zadać sobie pytanie, czemu ma ona służyć i jakie mogą być jej konsekwencje.

Kolejną kwestią jest sama realizacja prowokacji. Ta powinna być realizowana przez redakcję lub pod ścisłym (!) nadzorem redakcji. Gdy zaś nagrania dostarczane są po fakcie (tzn. gdy już zostały sporządzone), należy traktować je jako jedno z wielu źródeł.

Tym sposobem wchodzimy na pole warsztatowe…

Samuel Pereira w wywiadzie udzielonym swojemu redakcyjnemu koledze zdradza kulisy prowokacji, jakiej poddano gdańskiego sędziego. Mówi on o telefonie od osoby, która zaproponowała przeprowadzenie prowokacji, i że na tę propozycję przystał. Na jakiej podstawie?!

Kilka miesięcy temu ktoś podszywający się pod członka grupy Anonymous usiłował „sprzedać” mi sensacyjne informacje. Podszedłem do tego z ogromną rezerwą, prosząc o jakikolwiek dowód, że tej osobie mogę zaufać… Tymczasem Samuel Pereira przystał na propozycję, licząc zapewne, że może coś z tego wyjdzie, „bo wiadomo, jak sądy funkcjonują w Polsce”, „bo wszyscy wiemy, że to się dzieje” (cytaty pochodzą z wywiadu z Samuelem Pereirą). Nasuwa mi się na myśl retoryczne pytanie, czy chciał dobrać dowody do tezy, którą i tak miał? Pomijam też fakt powoływania się na tzw. wiedzę ogółu, który z logiką i rzetelnością dziennikarską ma niewiele wspólnego.

Idąc dalej w las widzę więcej drzew… Dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” stwierdził, że dysponuje nagraniem jednej z dwóch rozmów, bo pierwsza – najzwyczajniej w świecie – nie została zarejestrowana. Dopiero po kolejnej rozmowie telefonicznej, odbytej między Samuelem Pereirą a prowokatorem, padła sugestia o nagraniu rozmowy… To – jak na mój nos – ewidentnie świadczy o tym, że prowokacja była dokonywana bez jakiegokolwiek nadzoru redakcji… Oczywiście nazwiska osoby prowadzącej rozmowy nie poznaliśmy, a jej głos został zmieniony.

Po dwóch rozmowach prowokator do sędziego Milewskiego wysłał maila, na końcu którego – jak twierdzi RMF24 – znalazła się adnotacja:

http://www.***.co.uk – Send „fake” email for free! Send „fake” SMS. Remove this footer by upgrading.

Cóż… Jeśli ja brałbym się za prowokację, to raczej do porządku. Zabrakło zatem nie tylko odpowiedzi na pytania natury etycznej, nie tylko wiedzy z zakresu warsztatu dziennikarskiego, ale także kompetencji technicznych

W wywiadzie z Samuelem Pereirą Dawid Wildstein pyta:

Jak się czujesz w sytuacji, gdy coś, co powinno być elementarne, czyli jakiegoś rodzaju solidarność między dziennikarzami, którzy wykonują ten swój obowiązek, jakim jest informowanie obywateli, (…), gdy tej solidarności nie ma?

W tym wpisie, dopuszczając prowokację dziennikarską jako ostateczność, odmawiam solidarności z Samuelem Pereirą. Nie mogę popierać braku profesjonalizmu – wyciągania armaty, jaką jest podpuszczanie, bo „ktoś zadzwonił i coś takiego zaproponował”. Przypomina mi to szukanie haków w epoce komunizmu, gdy mówiono za Andrzejem Wyszyńskim: „dajcie mi człowieka, a ja już znajdę na niego paragraf”. Gdy ktoś uparcie dąży do potwierdzenia swojej hipotezy, prędzej czy później znajdzie jakieś dowody, choćby miało to dotyczyć istnienia Wielkiej Stopy. (W tym miejscu raz jeszcze potępiam zachowanie sędziego; celem tego wpisu nie jest jego obrona!)

Z kolei pierwsze pytanie, jakie pada w przywołanym wcześniej wywiadzie, brzmi:

Coś, co wydaje się zaskakujące – powiedz, jak Ty to odebrałeś – jest fakt, jak wielu dziennikarzy, zamiast zastanawiać się, co ujawnia nagranie i jaką postawę prezentuje sędzia Ryszard Milewski, zastanawia się, w jaki sposób Ty doszedłeś do tego nagrania i jakim prawem je wykorzystałeś.

Oj tak, zastanawiajmy się! Patrzmy nie tylko władzy na ręce, ale także dziennikarzom. Bo inaczej podsłuchiwanie i nagrywanie rozmów stanie się standardem, a to już totalitaryzm.

Zachęcam do wysłuchania wywiadu z Samuelem Pereirą oraz nagrania rozmowy z prezesem sądu okręgowego:

Komentarze

Wpis zatytułowany „Czy (i kiedy) dziennikarz może prowokować?” został skomentowany 3 razy. Dzięki!

  1. Marek Jeleśniański

    Zapraszam do komentowania! Napisz, co sądzisz o tym wpisie i jaka jest Twoja opinia na podjęty przeze mnie temat. Jeżeli podoba Ci się ta notka, udostępnij ją proszę w serwisach społecznościowych.

  1. Pojawiły się nowe informacje. Przede wszystkim poznaliśmy nazwisko osoby, która stoi za nagraniami: Paweł Miter, osoba znana z wywołania dwóch innych afer. Wynikły też kolejne nieścisłości. Redaktor GPC mówił o dwóch rozmowach z sędzią Milewskim, a Miter – o trzech. Dziwne wydają mi się także powody niepodobania nazwiska prowokanta przez GPC – są mało spójne w świetle jego wczorajszego ujawnienia się na stronach Wprost.

    Więcej informacji: http://www.wprost.pl/ar/347605/Latkowski-i-Majewski-ujawniaja-kto-stoi-za-prowokacja-przeciw-sedziemu-Milewskiemu/

  2. „Jestem dość ostrożny w wyciąganiu daleko idących wniosków na temat upadku idei trójpodziału władzy i niezawisłości sądów”.

    Już na samym wstępie robi Pan kolosalny błąd. Trójpodział władzy to był u Montesquieu. Obecnie to jest tylko piękna nazwa, mit, którym karmi się nieświadomych.

    W Polsce władza sądownicza jest zależna od wykonawczej. A wykonawcza = ustawodawcza. Żadnego trójpodziału nie ma. I tylko dlatego można przyjąć powyższą prowokację za niepotrzebną, bo przecież ujawnienie istnienia nacisków na sądownictwo nie jest „odkryciem Ameryki”. Tego, że do nich dochodzi nader często, można się spodziewać, bo przecież oprócz czysto ustrojowych powiązań pomiędzy sądownictwem a rządem dochodzą jeszcze różnego rodzaju powiązania osobiste pomiędzy przedstawicielami obu „stanów”. Pytanie tylko jak to się odbywa. Prowokacja GPC pokazała jakie to banalnie proste. I dziwię się atakom na tę redakcję. Po to się zostaje dziennikarzem, żeby tępić patologię, a nie chować się za mglistym kodeksem etycznym, który i tak każdy może sobie interpretować jak mu się podoba.

    A co do nagrywania. To już jest niestety (stety) standard i każda osoba publiczna powinna brać pod uwagę to, że jej rozmowy są nagrywane.

  3. Darian

    Dziennikarze powinni mieć prawo do prowokacji. To właśnie dzięki nim możemy dowiedzieć się o wielu zakulisowych gierkach i przekrętach. Wiadomo – dla władzy to bardzo niewygodny wariant i będą z nim walczyć wszelkimi środkami. „Pan Kaziu” zawsze wesprze w razie potrzeby „Pana Grzesia”……………. a winny będzie oczywiście Pan Nowak albo Pan Kowalski.

Dodaj komentarz

Login to post a comment. If you do not have an account yet, sign up - it takes only a minute.