Zdjęcia royalty free w modelu abonamentowym – to nie zawsze dobry interes

Ikona wpisu:: Zdjęcia royalty free w modelu abonamentowym – to nie zawsze dobry interes
2 komentarze

Wczoraj miałem okazję rozmawiać z przedstawicielką firmy reprezentującej na terenie Polski amerykańską spółkę Getty Images – jednego z największych na świecie dostawców zdjęć do użytku komercyjnego oraz na potrzeby mediów. Telefon dotyczył spraw czysto handlowych, jednak przy okazji wyszła sprawa pewnego zapisu umowy licencyjnej, zgodnie z którym zdjęcia pobrane w ramach abonamentu w serwisie Thinkstock (należy on do Getty Images) nie mogą być przechowywane na potrzeby późniejszych projektów. Problem w tym, że niedawno wykupiłem subskrypcję, a niewykorzystane pobrania (bo w ramach abonamentu mogę pobierać 25 zdjęć dziennie) wykorzystywałem z myślą o kolejnych projektach.

Nie złamałem umowy, bo abonament jest jeszcze ważny – po prostu niewykorzystane zdjęcia usunę. Jednak nie ukrywam, że czuję się wprowadzony w błąd… Poza jednym zdaniem w umowie (oczywiście dostępnej w języku angielskim), które dodatkowo nie jest w żaden sposób wyróżnione, w serwisie nie ma wzmianki o tej niebywale istotnej kwestii…

Serwisów, które oprócz możliwości kupienia zdjęć w modelu pay as you go (korzystając z kredytów płacimy za każdą pobraną fotografię) oferują model subskrypcyjny (abonamentowy) jest wiele. Thinkstocka wybrałem ze względu na fakt, że stoi za nim duży koncern oraz ponieważ łączy kolekcje z kilku serwisów (między innymi z iStockPhoto). Ceny są tam wyraźnie wyższe niż u konkurencji, ale czasem rekompensowane jest to lepszą jakością/większym wyborem. Ale ta umowa…

Kto z Was czyta umowy licencyjne, na przykład w czasie instalacji Windowsa…? Umowy handlowe oraz cywilno-prawne zawsze czytam dogłębnie, ale przy licencyjnych – po zapoznaniu się z kilkoma z nich – doszedłem do wniosku, że oparte są na pewnych schematach i nie odbiegają istotnie od „powszechnie akceptowanego schematu”. Wychodzi na to, że i tego typu umowy trzeba przeanalizować.

Przedstawicielka Flash Press Media (tak nazywa się firma obsługująca serwisy Getty Images oraz Thinkstock w Polsce) miała rację. W punkcie 3.2 umowy licencyjnej widnieje zapis:

(…) Licensee shall not stockpile, download, or otherwise store Licensed Material not used during the Term for future use. (…)

Pełna treść umowy

Sprawdziłem, czy podobne zapisy istnieją w innych serwisach, z zasobów których korzystam. iStockPhoto subskrypcję oferuje wyłącznie za pośrednictwem Thinkstocka (obie spółki są ze sobą powiązane, zatem nic dziwnego). Natomiast Fotolia…

Fotolia jest jednym z tańszych stocków oferujących zdjęcia do użytku komercyjnego. Jednak w jej umowie licencyjnej nie znalazłem żadnych zapisów mówiących o ograniczeniach innych niż wynikających z licencji royalty free. Zatem zakupione tam zdjęcia można – na ten moment – nie tylko wykorzystywać do bieżących projektów, ale także archiwizować na przyszłość (treść licencji, punkt 3.6).

Licencja royalty free polega na tym, że licencjobiorca płaci jednorazową opłatę licencjodawcy po czym zyskuje prawo do wielokrotnego, niemal dowolnego użycia utworu (np. zdjęcia), bez konieczności wnoszenia kolejnych opłat.

Co więcej, ceny w Fotolii są niższe, a wykupując plan z miesięcznym (a nie dziennym) limitem pobrań pod pewnymi warunkami można liczyć na przeniesienie niewykorzystanych pobrań na kolejny miesiąc.

Jedyne, w czym Fotolia jest gorsza od Thinkstocka to ilość dostępnych zdjęć. Jednak nie myślcie, że w Thinkstocku kupicie wszystkie zdjęcia royalty free, jakie dostępne są na Getty Images (a ten serwis znany jest z kosmicznych – jak na polskie warunki – stawek). Innymi słowy: Thinkstock nie jest koniem trojańskim dającym dostęp do wszystkich zasobów Getty Images dostępnych na licencji royalty free.

Podsumowując, jeśli reprezentujecie małą agencję interaktywną (jak ja) bądź redakcję internetową i chcecie wykorzystać subskrypcję nie tylko na potrzeby bieżących projektów, ale i przyszłych, wybierzcie Fotolię. Thinkstock jest w porządku, jeśli jesteście gotowi regularnie przeznaczać większą sumę pieniędzy. A tak generalnie zachęcam do czytania umów licencyjnych (sam do tego wracam) oraz działania jak najbardziej fair.

W nagłówku wpisu wykorzystano fragment zdjęcia z kolekcji Thinkstock/Wavebreak Media.

Zobacz też:

Komentarze

Wpis zatytułowany „Zdjęcia royalty free w modelu abonamentowym – to nie zawsze dobry interes” został skomentowany 2 razy. Dzięki!

  1. Marek Jeleśniański

    Zapraszam do komentowania! Napisz, co sądzisz o tym wpisie i jaka jest Twoja opinia na podjęty przeze mnie temat. Jeżeli podoba Ci się ta notka, udostępnij ją proszę w serwisach społecznościowych.

  1. enriqee

    Witam. Reprezentuję małą agencję reklamową świadczącą usługi w zakresie projektowania, a później drukowania materiałów reklamowych (wizytówki, ulotki, foldery, kalendarze, itp.). Niedawno chciałem nabyć abonament na możliwość ściągania zdjęć z serwisu http://www.shutterstock.com. Cieszyłem się niesamowicie, że niebawem uatrakcyjnię swoje projekty i polepszę jakość świadczonych przeze mnie usług, poprzez wykorzystywane fotografie, dopóki nie przeczytałem licencji. :-( Po lekturze, pojawiło się wiele wątpliwości, rozwiałem je wszystkie i z przykrością muszę stwierdzić, że za 249$ (tyle kosztuje miesięczny abonament na ściąganie 25 zdjęć dziennie) jako agencja reklamowa nie mamy wielkiego pola do popisu… O co chodzi? W licencji widnieje zapis, że zdjęcia ściągnięte w subskrypcji jednomiesięcznej możemy wykorzystać w projektach TYLKO DLA 3 KLIENTÓW. O pozostałych obwarowaniach nie będę pisał (a jest ich dość sporo), ponieważ pełen tekst można przeczytać tutaj http://193.28.226.9/pliki/SHUTTERSTOCK_IMAGES_LLC_-_licencja_standardowa.pdf – Wiele agencji reklamowych w Polsce nie przestrzega warunków tej licencji i wykorzystuje nagminnie zdjęcia w sposób niezgodny z zawartymi w niej zapisami. Dzieje się to pewnie z powodu bardzo drogich zdjęć w licencji rozszerzonej, która pozwala na większy wachlarz zastosowań, ale jest zbyt droga (199$ za 2 zdjęcia). W związku z tym zastanawiam się na jakich zasadach, albo w jaki sposób nabywają zdjęcia w codziennej pracy? (ciężko wygospodarować 350 zł na jedno zdjęcie, a przy kalendarzu potrzeba przynajmniej 12 – czyli koszt ok. 4200 zł za zdjęcia + praca projektanta ;-)) Czy te agencje nie boją się żadnej kontroli? Czy w ogóle jest to do sprawdzenia kto ile zdjęć wykorzystał, na jakich projektach i dla kogo? a może są jakieś sposoby, aby warunki licencji umiejętnie omijać w sposób korzystny dla obu stron?? na te pytania dzisiaj jeszcze nie znam odpowiedzi, dlatego osoby mogące wypowiedzieć się w temacie zachęcam do dodawania komentarzy. pozdrawiam i dziękuję. Enriqee…

  2. Jacek

    Twoja strona jest naprawdę fajowa, nie przestawaj pisać.

Dodaj komentarz

Login to post a comment. If you do not have an account yet, sign up - it takes only a minute.