Definicja dziennikarstwa internetowego – finał

Ikona wpisu:: Definicja dziennikarstwa internetowego – finał
6 komentarzy

Nadszedł finał cyklu, w którym starałem się przedstawić Wam moje pomysły na zdefiniowanie, kim jest eredaktor i czym jest wykonywany przez niego zawód. Niektóre próby poszukiwania punktu odniesienia, który pomógłby w zbudowaniu definicji, okazały się niezbyt udane. Niemniej jednak postaram się wszystkie wnioski zebrać i zaprezentować moją propozycję definicji dziennikarstwa internetowego.

Dziennikarstwo internetowe to przygotowywanie przekazu dotyczącego wydarzeń i faktów, zgodnego ze specyfiką internetu, i jego rozpowszechnianie za pośrednictwem internetu (a zwłaszcza portali, wortali, blogów, newsletterów, kanałów RSS itp.) do szerokiego grona odbiorców. Mianem dziennikarza internetowego nie można określić kogoś, kto uczestniczy w rozmowach na czacie, czy też zamieszcza w internecie ogłoszenia lub oferty w serwisach aukcyjnych, a także pracowników innych mediów, których dzieła trafiają na łamy stron internetowych. Istotne jest bowiem, aby przekaz ten:

  1. miał charakter informacyjny,
  2. był gatunkowo zbliżony do komunikatów medialnych (tożsamych dla mediów tradycyjnych, a także tych związanych jedynie z internetem),
  3. był przygotowany z zamiarem publikacji przede wszystkim w internecie,
  4. oraz przez określony czas był dostępny w internecie (po jego upływie może trafić do archiwum).

Mimo wprowadzenia tych ograniczeń, definicja dziennikarstwa internetowego nadal pozostaje szeroka. To dobrze, oceniając ją przez pryzmat internetu jako medium ze swej natury otwartego na każdego, kto chce być nadawcą. Warto jednak – moim zdaniem – rozważyć możliwość wyróżnienia co najmniej dwóch typów dziennikarstwa internetowego: dziennikarstwa profesjonalnego i amatorskiego.

Czy zgadzacie się z zaproponowaną przeze definicją? Liczę na uwagi, które pozwolą ją dopracować/zmienić. Zapraszam do dyskusji!

Przeczytaj też:

Komentarze

Wpis zatytułowany „Definicja dziennikarstwa internetowego – finał” został skomentowany 6 razy. Dzięki!

  1. Marek Jeleśniański

    Zapraszam do komentowania! Napisz, co sądzisz o tym wpisie i jaka jest Twoja opinia na podjęty przeze mnie temat. Jeżeli podoba Ci się ta notka, udostępnij ją proszę w serwisach społecznościowych.

  1. dawides

    Ogólnie z przedstawioną przez Ciebie definicją mogę się zgodzić, jednak brakuję mi pewnego szczegółu. Aby móc przed „internetowy” postawić „dziennikarz” musi zostać spełniony jeden warunek: taki dziennikarz internetowy sam pozyskuje informację, zbiera potrzebny materiał, a potem redaguję go i umieszcza na witrynie.

    Aktualnie jest tak, że wiele osób czyta czyjś materiał, „kradnie” zawarte w nim informacje, redaguję po swojemu i umieszcza tekst podpisując go imieniem i nazwiskiem oraz dopiskiem: „inf. własna”. To boli, bardzo boli.

  2. Dacik

    Z definicją można się jak najbardziej zgodzić. Problem, w moim odczuciu, pojawia się gdy kierując się czterema przytoczonymi cechami przekazu zaczniemy interpretować użytkowników blogów.

    Wszak prowadzony w formie bloga internetowy pamiętnik roznamiętnionej nastolatki będzie spełniał wszystkie z czterech wymienionych cech. Wpis informujący odbiorców o przebiegu wczorajszego dnia ma z pewnością charakter informacyjny, gatunkowo (jeśli nadawca będzie tak chciał/potrafił) może przypominać news/felieton/reportaż/etc., z pewnością przygotowywany był z myślą o publikacji w internecie, a specyfika blogów pozwala na jego udostępnianie i archiwizację. Wtedy taka osoba – w świetle definicji przytoczonej wyżej – jest dziennikarzem internetowym. Uznając takiego użytkownika za przedstawiciela amatorskiego dziennikarstwa internetowego uwłaczamy umiejętnościom wszystkim tym, którzy rozpoczynają swoją przygodę z dziennikarstwem właśnie na tej amatorskiej stopie.

    Tak, czepiam się :). Ale chyba po to podejmujesz się tej próby stworzenia definicji, by o niej dyskutować. Trudno mi w tej chwili zaproponować konkretne poprawki, ale należałoby chyba nieco bardziej skonkretyzować charakter samej treści przekazu. Ewentualnie, idąc na skróty, w zdaniu: „Mianem dziennikarza internetowego nie można określić kogoś, kto uczestniczy w rozmowach na czacie, czy też zamieszcza w internecie ogłoszenia lub oferty w serwisach aukcyjnych (…)” dodać informację o internetowych pamiętnikach wykluczając ich autorów z grona dziennikarzy internetowych – nawet tych amatorskich.

    Pozdrawiam
    Dacik

  3. Dacik

    @ dawides
    Tak działa większość, o ile nie wszystkie wydawnictwa – czy to prasowe, czy internetowe. Nawet serwisy informacyjne w radio czy telewizji tworzone są w oparciu o informację, którą skądś zdobyli ich dziennikarze. Trzymając się Twojej retoryki serwis gazeta.pl czy główne wydanie Wiadomości powołując się na informacje zdobyte np. z PAP-u też kradną.

    Rzecz polega na tym, że wystarczy zmienić (o ile się nie mylę) 10% materiału, wtedy może zostać uznany za „własny”. Nie można oczekiwać, że dziennikarze sami będą bezpośrednio na miejscu każdego zdarzenia. To niewykonalne. Zdobywanie informacji polega też na umiejętności wyłapywania co istotniejszych faktów z materiałów publikowanych w innych serwisach. Tak to już niestety jest.

    Inna sprawa, jeśli dziennikarz po prostu bezczelnie zrzyna z jakiegoś źródła i podpisuje się pod tym własnym nazwiskiem/pseudonimem/nazwą swojego serwisu, co często zdarza się pracownikom (bo chyba nie dziennikarzom) portalów wp, onetu czy interii.

  4. Dziękuję za Wasze komentarze. Postaram się krótko do nich ustosunkować :)

    @ dawides
    Zgadzam się z Dacikiem – wykorzystywanie już dostępnych treści jako źródeł jest na tyle powszechne, że gdyby wprowadzić to kryterium, niewielu można by uznać za dziennikarzy w ogóle. Poza tym nie rzecz w tym, żeby z takowych źródeł nie korzystać… Cała istota polega na tym, żeby sięgać możliwie najgłębiej (Reuters, a nie obroniona informacja w WP) i na podstawie tego, czego ze źródła się dowiemy, przygotować własny tekst. Oczywiście treści w pełni autorskie – gdzie to dziennikarz samodzielnie zdobywa materiały i na ich podstawie przygotowuje artykuł – są godne pochwały i świadczą o jego dużym profesjonalizmie.

    Niestety, internet umożliwia bardzo łatwe kopiowanie treści. Jednak to – moim zdaniem – kwestia do rozstrzygnięcia w jakimś kodeksie etyki dziennikarza internetowego. Także tak wąsko rozumianego kryterium wykorzystywania treści nie zamieszczałbym w definicji. Bo to trochę tak, jakby kierowcą był ten, kto jeździ zgodnie z przepisami.

    @ Dacik
    Blogi pamiętnikowe to ten typ mediów internetowych, który gmatwa całą sprawę… Masz rację, mogą się znaleźć na nim wpisy o charakterze informacyjnym i tym samym, przy obecnej definicji masa treści beznadziejnej jakości (oceniając z interesującego nas punktu) mogłaby być zaliczona do owoców dziennikarstwa. Jednak mogę sobie wyobrazić blog pamiętnikowy, który można by określić mianem „dziennikarski” – weźmy np. blog pracownicy Urzędu Miasta (:D), która opisuje swoje perypetie w pracy: opisuje petentów, którzy się u niej pojawili, jakie mieli sprawy i jak je rozwiązała; gdzieniegdzie wspomina o atmosferze w pracy i o tym, jaki krawat miał prezydent… A więc pisze o tym, co zaobserwowała. A czy ideą dziennikarstwa obywatelskiego – mówiąc bardzo szeroko – nie jest dzielenie się tym, co szary obywatel zauważył/co zdarzyło się w jego okolicy? I czy ta pani z okienka UM – czy pisząc jak rozwiązała problemy petentów nie daje jednocześnie wskazówek dla kolejnych mieszkańców? I dalej: czy dziennikarz piszący porady prawne nie jest dziennikarzem?

    Mam świadomość, że to – po pierwsze – mocne spłycenie problemu. Po drugie… Oczywiście, takich blogów jest niewiele, jeśli w ogóle jakieś się znajdą. W definicji chodzi o uniwersalność – ale może ta hipotetyczna sytuacja nie jest warta uwagi?

    Z drugiej strony: blogi pamiętnikowe to coś, co jest zazwyczaj adresowane do baaaaaardzo wąskiego grona odbiorców. Zazwyczaj też strony tego typu potęgują tylko szum informacyjny, generując mało przydatny/mało dziennikarski kontent. Jednak czy te kryteria są warte zamieszczenia w definicji?

    I jeszcze jedna uwaga mi się wczoraj nasunęła – w definicji wymieniłem kilka rodzajów mediów, a dopiero wczoraj sobie uświadomiłem, że ta wyliczanka zawiera w sobie dwie zupełnie różne grupy: typy mediów internetowych (portale, wortale etc.) i sposoby dystrybucji treści w internecie (newslettery, RSS etc.). Sądzę, że warto by to uwzględnić.

    Dzięki za uwagi i zapraszam do dalszej dyskusji :)

  5. dawides

    Problem blogów trzeba rzeczywiście skonkretyzować, bowiem są blogi, które w moim mniemaniu prowadzą „dziennikarze internetowi”.

    Właściwie przekonaliście mnie do swoich racji, jednak mi chodziło o to przysłowiowe „zrzynanie”. Faktycznie nie sposób jest nie wykorzystywać informacji z różnych źródeł, które zostały już opublikowane, jednak sztuką jest tchnąć w nowy materiał życie, nie powielać tego samego, a odnaleźć drugie dno, dodać coś od siebie i stworzyć „nowy tekst” z pozyskanych z innych mediów źródeł.

  6. Oczywiście, że są blogi prowadzone przez prawdziwych dziennikarzy, podobnie jak są blogi-śmietniki, gdzie ciężko doszukać się czegokolwiek dziennikarskiego. Pytanie – jakie kryterium przyjąć przy rozróżnianiu jednych od drugich? I co z tymi blogami pośrodku?

Dodaj komentarz

Login to post a comment. If you do not have an account yet, sign up - it takes only a minute.